Dlaczego są grubasy wśród nas?

Ostatni gorący powakacyjny topik –  szkolne sklepiki, które mają zakaz sprzedawania tuczących, fastfoodowych przekąsek. Ponoć mają zwalczać otyłość wśród dzieciaków. Faktycznie statystyki są nieciekawe. WHO podaje, że wśród polskich 11-latków prawie 30% ma nadwagę. To bardzo dużo.

Grube dzieci widzę codziennie. Czy ich otyłość faktycznie bierze się ze złych nawyków żywieniowych? Pewnie częściowo tak ale przede wszystkim z braku ruchu. Gdy byłam dzieckiem, większość czasu po szkole i praktycznie całe wakacje spędziłam z dzieciakami na podwórku, o zgrozo na niestrzeżonym, nieogrodzonym osiedlu. Jako smarki z uwielbieniem wlepialiśmy gały w starszych chłopaków kopiących piłkę na popadającym w ruinę boisku porośniętym chaszczami, na którym wieczorami menelstwo żłopało piwo. My dziewczyny skakałyśmy w gumę, a wieczorem całą bandą “lataliśmy” po osiedlu, bawiąc się w podchody (nie raz dostałam wciry od mamy, która krążyła po alejkach w poszukiwaniu mej osoby).

Teraz mieszkam na domkowie, niedaleko parku. Na naszej ulicy jest parę dzieciaków – spotykają się czasem na ogródku, po ulicy jednak nie biegają. W ogóle sama złapałam się na tym, że po przedszkolu, zamiast iść na spacer, dzieci włączały tv. Brak czasu, zmęczenie najlepiej tłumaczy nasze – czytaj rodziców –  niechciejstwo do sportu. Wydaje mi się, że nieruszają się te dzieci, których rodzice też nie są fanami aktywnego trybu życia. W sumie trudno mi w to uwierzyć, bo będąc w niedzielę w dużym parku (na Muchowcu w Katowicach) widziałam masę ludzi – na rolkach z wózkami, z rowerami, biegających, spacerujących, leżących na trawie…

Dostęp do sprzętu sportowego jest dużo łatwiejszy niż za moich czasów, kiedy na rower czekało się do komunii. Nie mówię, że każdy ma grać w tenisa, jeździć konno, czy uprawiać szermierkę – bo te sporty faktycznie do tanich nie należą ale rolki, rower czy basen to nie jest już wydatek przekraczający możliwości statystycznej rodziny, a własne nogi nic nie kosztują. Serio w niedzielę, bo babcinym obiedzie wystarczył pożądny spacer, by przewietrzyć zwoje mózgowe i zapewnić wszystkim minimalną dawkę ruchu.

Faktem jest, że dzieci zachowują się tak, jak ich rodzice. Moi nigdy nie byli wielkimi sportowcami. Ojciec nie cierpi zimy. Raz poszedł z mamą na łyżwy i skręcił nogę. Mama, zimowa babka, jeżdżąca za dzieciaka w szkółce łyżwiarskiej i nartach na siłę ciągnęła mnie za uszy na dwór, gdy miałam 5-6-7-8 lat. W końcu samo zaskoczyło, procentowało pod koniec podstawówki, kiedy same z paroma dziewczynami chodziłyśmy na ślizgawkę do Spodka. W LO okazało się, że dobrze jest umieć jeździć na nartach, bo prawie każdą zimową sobotę tłukliśmy się pociągiem i autobusem do Szczyrku.

Tato amator sportów wodnych nauczył mnie pływać, zachęcił do zrobienia patentu żeglarskiego, kupił wyczesany w kosmos rower, który mam do dzisiaj. Okazało się, że 18-letni Geant jest o niebo lepszy od nowej Electry Townie. Rolki dostałam za świadectwo w 5 czy 6 klasie – mało osób je miało i jeszcze mniej dziewczyn jeździło po schodach i skakało przez studzienki (bez kasków na głowie). Na koniach chciałam jeździć od zawsze – musiałam skończyć 9 lat, żeby nadwrażliwa mama zgodziła się na pierwsze lekcje. Dodam, że nie byłam chuda ani nawet zgrabna – tuczyła mnie bułkami ukradkiem babcia, bo ja nie znałam ograniczeń w jedzeniu, ona też nie :)

Moje sportowe osiągnięcia nigdy nie były na wysokim poziomie, z wf nie byłam orłem – umiałam wskoczyć na skrzynię, przeskoczyć już nie, biegać nie lubiłam bo..bolały mnie uszy :) (teraz mi się zdarza z psem, uszy dalej bolą) ale sport, jako tako, towarzyszył mi przez życie. Ze swoimi dziećmi staram się postępować metodycznie. Piotrek typem sportowca nie jest, za to jest chudy. Wkręciłam go w snowboard – teraz jeździ lepiej ode mnie :)  Szkoda, bo to z reguły tato, jest tym, który motywuje i zachęca do sportu ale z drugiej strony jestem z siebie mega dumna, że nauczyłam SAMA jeździć trójkę na rowerze, że jako 2 latki śmigały na biegówkach, że rolki, łyżwy i narty nie są im obce.

sport_2

Dzieci trzeba motywować do ruchu, bo nie wszystkie są chętne. W moje geny wdał się Kuba, który jako 4 latek w cale nie chciał jeździć na nartach, ani chodzić z grupą z przedszkola na basen. Teraz ma spinę, bo okazuje, się że sporo 7-latków umie przepłynąć basen, więc ciśnie na lekcjach ile wlezie. Ja sama po 15 latach przerwy zaczęłam jeździć konno. Jest super, chociaż zajmuje to za dużo czasu. Dzieci się wkurzają, że nie ma mnie w domu. Chciałabym, żeby jeździły ze mną – pierwsze koty za płoty mają już za sobą. Następny wpis będzie właśnie o jeździe konnej dla dzieci. Jak i kiedy zacząć, jaki sprzęt jest potrzebny i ile to kosztuje..

siwy_ja