Pies w aucie

Upał, lato, pies w aucie, dzieci w aucie, pozory, lekkomyślność, ułamek sekundy, bezmyślność, brak czasu, gonitwa. Nie wiem jaki tytuł, byłby najlepszy na tego posta. Piszę jako przestrogę dla ludzi, którzy żyją w stresie i pośpiechu, dla tych, którym podobne zdarzenie może się przytrafić, może też jako prośbę o wpuszczanie w trakcie upałów psów w miejsca, do których zazwyczaj nie mają wstępu.

Polskę zalewa fala upałów. Tak się składa, ostatni tydzień spędziłam na wsi, odcięta od internetów, radia, telewizora. Wracając do domu samochodem, po tygodniowej przerwie od mediów, zbombardowano mnie różnymi mniej lub bardziej przydatnymi do życia informacjami. Oczywiście 99% to te tragiczne – zamachy, kryzys w Grecji, wypadki, utonięcia, udary słoneczne.

Jakim cudem w przeciągu weekendu może utonąć 41 osób? Pewnie większość z tych przypadków miała miejsce na skutek ludzkiego debilzmu. To samo stwierdzenie nasuwa mi się od razu po informacjach o pozostawionych w samochodach dzieciach i zwierzętach:

Trzeba być ograniczonym do granic możliwości debilem żeby zosatawić zwierzę i dziecko w upał w samochodzie. Żadne wytłumaczenie nie może być usprawidliwnieniem takiego postępowania.

Konia z rzędem temu, kto powiedziałby do mnie do wczoraj cytatem z poetki: Tyle wiemy o nas samych, na ile nas sprawdzono. Byłam pewna na 100%, że mi się taka sytuacja nie przydarzy.

Jak wspomniałam ostatni tydzień spędziłam na wsi na totalnym chilloucie. Wakacyjny brak spiny zmącił mały wypadek – mój pies po wyrównaniu podwórkowych porachunków i ustaleniu w końcu, kto tu rządzi, musiał być zacerowany w piątkowy wieczór. Dostał antybiotyk, który trzeba było powtórzyć w poniedziałek. Do domu wbiliśmy w niedzielę późnym wieczorem, więc nawet nie ruszyłam waliz z brudami. W poniedziałek nastąpiło ostre zderzenie z rzeczywistością i natychmiastowe wyjście z trybu stand-by. Kuba miał urodziny – po południu goście plus przyjazd babci i dziadka z Mielca. Na chacie burdel, pusta lodówka, tona prania, nierozpakowane bagaże i wizyta z psem u wterynarza…Po porostu bomba. Zaczęłam od psa.

Po porannej wizycie w weterynaryjnym gabinecie stwierdziłam, że muszę jechać do cukierni, bo później nie będę miała szansy na kupienie urodzinowego tortu. Na dworze hica, w aucie klima – 20 stopni. Stwierdziłam, że najlepiej będzie po drodze od weterynarza podjechać po ten cholerny tort, zamiast jeździć tam i nazad.

Podjeżdżam autem pod samą cukiernię, wejście i placyk przed cukiernią są w cieniu. Patrzę przez okno – nie ma kolejki. W głowie kalkulacja sytuacji trwająca ułamek sekundy – w aucie zimniej niż na zewnątrz, nie ma ludzi w cukierni, pies śpi na przednim siedzeniu, szkoda przywiązywać psa przed wejściem, pies nie ma szelek tylko obrożę, bo ma scharatany bok, cukiernia jest przy ruchliwej ulicy, pies dostaje pierdolca na widok poruszających się samochodów – przełoży chudą szyjkę przez obrożę, spieprzy na ulicę – zostanie potrącony przez auto – chyba lepiej, żeby został… Tym o to sposobem zostałam debilem, który zostawił psa w aucie.

Wychodząc z cukierni widziałam parę młodych ludzi – chłopak i dziewczyna. Minęliśmy się koło mojego auta, gdzie siedział Pipek – ich komentarz był taki sam jak mój – Trzeba być totalnym debilem, żeby zostawić psa w aucie w taki upał…  Moja mina do tej pory jest bezcenna, mam okropne wyrzuty sumienia. Mogłam odwieźć psa do domu, wyjść z nim na spacer, pojechać po tort godzinę później? Mogłam. Pewnie bym tak zrobiła, gdyby Kuba nie miał urodzin i nie byłabym pod presją czasu, a w zasadzie jego braku, na ogarnięcie wszystkiego – weterynarza, rozpakowania waliz, prania, sprzątania, zrobienia zakupów, przygotowania imprezy.

Piszę o tym, bo pomimo tego, że zostawiłam psa w aucie z klimatyzacją na 5 minut, zrobiłam źle. 5 minut,  brak czasu, cień nie usprawiedliwiają.  Wieczorem usłyszałam o mamie, która zostawiła 9 latka w aucie na parkingu i poszła z dwójką młodszego rodzeństwa na zakupy. Uratował go ochroniarz. Dzisiaj na Pudelku jest to główny news. Komentarze – sami zgadnijcie. Matce grozi do 5 lat więzienia – za głupotę trzeba płacić. Gdyby nie mój przypadek, pewnie wieczorem skomentowałabym ten wypadek tak samo, jak koleś przed moim autem. Teraz jest mi tej mamy żal, bo nie zakładam, że miała złe intencje.

Do popełnienia głupoty, której konsekwencje mogą być naprawdę tragiczne w skutkach wystarczy naprawdę ułamek sekundy, w której nasz mózg, w wyniku RÓŻNYCH OKOLICZNOŚĆI, nie podejmuje prawidłowych decyzji…

Serio, teraz jak nigdy jestem przeczulona na takie sytuacje. Nie zostawiajcie dzieci i futrzaków w aucie na parkingu, nawet jeśli idziecie po bilet do parkowania lub pieniądze z bankomatu, a samochód jest od was 20 metrów dalej.  Super, że ludzie zaczynają reagować, tzn. że nagłaśniane akcje przynoszą efekt. Głupio jednak zostać uznanym za bezmózgowca, nawet jeśli faktycznie nasze zachowanie nie niesie ryzyka…

Ku przestrodze:

dog_in_car