Przepis na udane wakacje z dziećmi

Mój sezon wakacyjny rozpoczęłam w sobotę od wyjazdu nad morze. Jestem w Rowach poraz 6. Pierwszy raz byliśmy tutaj, gdy Kuba miał 11 miesięcy i byłam w trzecim miesiącu ciąży z bliźniakami.

Kuba w lipcu skończy 7 lat, Maja i Tymon mają 5 i pół. Prawdopodobnie jest to nasz ostatni raz w tym miejscu. Właśnie dotarło do mnie, że pewien etap życia mam definitywnie za sobą i formuła wakacji, która sprawdzała się przez ostatnie 6 lat, właśnie uległa wyczerpaniu.Jeździmy do ośrodka, który ma status przyjaznego rodzinom z dziećmi. Jest tak bez dwóch zdań – klubik malucha, duży plac zabaw, małpi gaj, trampoliny, boisko do kosza, piłki nożnej, siatkówki, tenisa, mini golf, 100m od morza (idealne położenie, gdy masz dziecko w wózku), bezpłatny dostęp do łóżeczek, podgrzewaczy, nocników, niani elektronicznej, możliwość wypożyczenia rowerów, przyczepek dla dzieci, gokartów.

Dzięki pierwszemu pobytowi w miejscu, gdzie statystycznie na rodzinę przypada trójka rozbrykanych maluchów, uświadomiłam sobie, że wielodzietność nie musi być passe, że nie będziemy jedyni.

Za drugim razem uświadomiłam sobie, że wokół mnie jest wiele życzliwych osób, którzy, ba! – zazdroszczą nam bliźniaków.

Za trzecim razem, gdy bliźniaki miały 2,5 roku okazało się, że oprócz naszych bliźniaków, są trzy inne dublety, poza tym jest sporo rodzin 2+3. Nie czułam się idiotycznie, gdy moje dzieci pluły, kichały, płakały czy bekały przy stole, bo wokół były takie same inne dzieci.

Za czwartym razem pierwszy raz poczułam, że ja też jestem na wakacjach – ośrodek zapewnia masę atrakcji dla małych i większych dzieci, pozwalając tym samym na chwilę relaksu przy kawie czy piwie (nie , nie czuję się wina, że piję małe piwo w czasie wakacji z dziećmi).

Za piątym razem moje dzieci nie były tymi najmłodszymi, nad którymi trzeba roztaczać ochronny parasol. Okazało się jednak, że mają typowego dziecięcego „pypcia“. Przez pierwsze 2 dni chcą robić wszystko na raz, a przez następne 12 „nudzą“ się. My (rodzice) również nudzimy się 14-dniowym pobytem w dzieciolandii.

wakacjezdziemi_2

Jesteśmy teraz 6 raz. Zadecydowałam, że jedziemy na tydzień. Lepiej czuć wakacyjny niedosyt, niż przesyt. Zgodnie z prognozami, dzieciaki po 3 dniach pobytu wyluzowały z atrakcjami. Okazało się, że nie potrzebują klubiku, placu zabaw (większość czasu spędzają w tzw. „kulkach“ lub na boisku). Ja za to zaczęłam zauważać obecność małych dzieci, których krzyki, płacze, czy po prostu gwar zaczęły mi przeszkadzać. Formuła wakacji w dzieciogrodzie chyba uległa wyczerpaniu.

Jesteśmy ekipą, która lubi być w ruchu – jeździć, zwiedzać. Nad morze jeżdżę w czerwcu, przed sezonem i tłumami. W wakacje wolę odludzia, dlatego już po raz trzeci, sezon wakacyjny będę spędzać w kolejnym „butikowym“ agro.

Dzisiaj rozmawiałam przy kolacji z rodzicami półtorarocznych bliźniaków, których marzeniem jest zjedzenie posiłku w spokoju. Wiem co mają na myśli, ja również mam takie życzenie :) (nie jestem złośliwa, tylko po prostu pewien etap mam już za sobą).

To jest tak, do pewnego wieku wakacje mają tylko dzieci. Jeśli się z tym pogodzisz – przeżyjesz, ba będziesz czerpać radość.

Później okazuje się, że dzieciaki dorosły już do innych form aktywności niż plac zabaw, a rodzice zwalniając swoje „dorosłe“ tempo mogą czerpać radochę ze wspólnej aktywności (pierwsze wycieczki w góry, wyjazdy rowerowe, gry w badmintona, nogę, dłuższe spacery po plaży czy lesie)…

aż tu nagle okazuje się, że dzieci mają SWOJE wakacje, a STARZY swoje.

Cieszę się, że jeszcze min. 5 lat możemy aktywnie spędzić czas RAZEM.

collage_wakacjezdziecmi