Świąteczny nihilizm

I zaczął się swiąteczny szał pał. Z przykrością oświadczam, że nie lubię świąt. Szkoda, bo to naprawdę miły i wyjątkowy czas. Święta dla mnie mają zupełnie inny wymiar odkąd pojawiły się dzieci. Oczywście zaraz pomyślicie, że chodzi o to, że jest dla kogo gotować, stawiać choinkę, pakować prezenty. Oczywiście…, że nie mam tego na myśli :)

Dawno, dawno temu był to okres długowyczekiwanych ferii świątecznych, spontanicznych wypadów na narty, błogiego lenistwa. Dawno, dawno temu nie było tylu marketów i tylu dzwoneczkowych reklam. Dawno, dawno temu nie musiałam stawać na rzęsach, by spełnić dziecięce, przedszkolne, szkolne, domowe i poza domowe oczekiwania.

Dla osób wierzących prawdziwie, Święta mają inny wymiar niż sklepy, sprzątanie, pieczenie pierników i jedzenie. Chodzą na roraty, robią kalendarz adwentowy, przygotowują się duchowo. Ku rozpaczy mojej rodzicielki, taka nie jestem. Co więcej nie lubię gotować na zawołanie, muli mnie kupowanie kolejnych totalnie nieprzydatnych zabawek, blaszek do pieczenia, bombeczek i skreślianie zadań z check listy. Na moją niekorzyść zostałam wychowana tradycyjnie i noszę w sobie, jak to zwykłam nazywać, pieprzone poczucie obowiązku, więc pewnie zrobię dobrą minę do złej gry i dam się po raz kolejny wciągnąć w świąteczny szał przygotowań.

Parę dni temu był Mikołaj. Jako, że jestem mamą poza main streamem, moje dzieci nie dostały prezentów, wyrysowanych i napisanych w listach do Mikołaja. Wynikało to również z faktu, że Mikołajki spędziliśmy w gronie znajomych, z 6 dzieci i postanowiliśmy, że wszyscy mają dostać mniej więcej to samo w małej kwocie – czyli skarpety świąteczne i rękawiczki. Moja Maja prezent skwitowała takim tekstem – ten Mikołaj przyniósł jakieś podróby, chyba w domu będą czekać te prawdziwe prezenty – SMUTEK!!!! Oczywiście w domu nie czekało nic więcej :)

Moje święta chciałabym spędzić w pidżamie, jedząc ciastka, pijąc kawę i przez dwa dni czytając książki. Nie mam ochoty sprzątać, łazić po sklepach, zamawiać pierogów (bo nawet ich nie umiem lepić). Chciałabym, aby moje dzieci, w końcu radowały się czytaniem. Generalnie prezenty na gwiazdkę powinny sprowadzać się do książek i do kalendarza na następny rok.

Codziennie z mojej poczty wylewają się maile z serii KUP! KUP! KUP! ZAMÓW JUŻ TEARAZ  z rabatmi 15%, 20%. Te z rabatami 50% off będą po świętach, a 27 grudnia dalekim łukiem będę omijać okolicę SCC, bo korki do galerii będą już od Ronda. Pojadę oczywście do stajni :)

Więc drogi Mikołaju przynieś mi dużo wolnego czasu, niech się samo wszystko zrobi, dzieci nie będą roszczeniowe, niech już nauczą się czytać i doceniać czas, że NIC NIE MUSZĄ ROBIĆ, TYLKO BYĆ.