Jak uprościć sobie życie, czyli więcej za mniej

Minimalizm – moda czy konieczność?

Czy minimalizm to już tylko modny trend, czy faktycznie sposób na polepszenie jakości życia? Dla mnie jest niezbędny, żeby nie utonąć w rzeczach. Przestrzeń naszego domu nie jest powalająca na pięcioosobową rodzinę – 120 m. 24 m2 na osobę – ale w to wchodzą części wspólne – użytkowe. W sumie zostaje do podziału ok 50 m2, czyli 10 m2 na osobę. To naprawę nie wiele, biorąc pod uwagę, że każdy ma łóżko i biurko.

Niestety posiadanie dzieci wiąże się z kupowaniem rzeczy, często totalnie nieprzydatnych, o czym pisałam już jakiś czas temu w poście o bezsensownym wydawaniu pieniędzy. U nas największy problem stanowiło kupowanie zabawek, prezentów, ubrań i butów.

Mój największy problem – buty i sprzęt sportowy

Ponad rok temu zrobiłam generalne sprzątanie garażu i niestety znowu jest zagracony. Samo przechowywanie sprzętu sportowego stanowi problem – 5 rowerów, 4 hulajnogi, 5 par rolek, 2 deskorolki, 4 pary nart, 2 deski snowboardowe, 6 par łyżew, 5 kasków narciarskich, 4 kaski rowerowe i sprzęt jeździecki (którego też niestety mam za dużo). Drugi problem stanowią pudełka z butami – w większości moje, które są całkiem dobre, więc szkoda się ich pozbyć, sportowe, do parku z psem (bo szkoda tych na codzień), zimowe i te, które nadają się jedynie do stajni. Jest ich stanowczo za dużo ale nie wiem, czy się ich pozbyć, bo nie chcę, żeby ich brak za jakiś czas okazał się pretekstem do kupowania nowych.

Czy da się ograniczyć do 100 przedmiotów?

Idea minimalizmu to dążenie do posiadania 100 rzeczy. Można podjąć 30 dniowe wyzwanie i zobaczyć, czy da się żyć bez wyeliminowanych przedmiotów. Pytanie, czy tzw. rzeczy wspólne – garnki, kubki, talerze też wchodzą w listę inwentarza?Jak zacząć? Proste, trzeba poświecić jeden weekend, wszystkie rzeczy wrzucić w jedno miejsce i zrobić inwentaryzację, tak jak w sklepie 1 stycznia. Po zrobieniu listy (ew. zdjęć) robimy podział na rzeczy niezbędne, zupełnie zbędne. Te, co do których nie mamy pewności, fotografujemy, wsadzamy do kartonu, który opisujemy. Po 30 dniach powinniśmy się przekonać, co zostaje, a co nie.

Szanuj swoją przestrzeń!

Z drugiej jednak strony mam wrażenie, że prawdziwa idea minimalizmu nie polega na ciągłym liczeniu rzeczy, tylko na ciągłym i świadomym eliminowaniu z życia tego co jest zbędne i nie dotyczy to tylko posiadanych rzeczy, ale także zajęć i znajomości. Dzięki temu żyjemy wolniej, mamy więcej czasu na to, co sprawia nam faktycznie satysfakcję i radość.

Do minimalizmu trzeba jednak dojść samemu i świadomie podjąć decyzję. Minimalizm nie dotyczy biednych ludzi, bo ci nie mieli okazji zasmakować w konsumpcjonizmie. Niestety zalew tandety żywieniowej, ubraniowej, elektronicznej pozwala tym biedniejszym poczuć się lepiej i w pewnym sensie stworzyć złudne poczucie przynależności do tej samej “kasty posiadaczy”, kosztem własnego zdrowia.

Minimalizm trafił do mnie po zachłyśnięciu się nieograniczonym dostępem do sklepów. Tona rzeczy przytłoczyła mnie dwukrotnie, przy okazji przeprowadzek. Niestety w dalszym ciągu zdarza mi się poszaleć, jednak po 2 miesiącach po zakupie pojawia się kac – bo porostu tych rzeczy więcej nie chcę lub nie potrzebuję.

Minimalizm jednak nie powinien polegać tylko na wyrzucaniu, bo po prostu wywalamy pieniądze do kosza, a poza tym przyczyniamy się do zaśmiecania naszej planety. Pozbycie się rzeczy stanowi tylko pierwszy etap, następny to samodyscyplina – sprzątamy, zużywamy do końca, nie kupujemy, jeśli na prawdę nie potrzebujemy.

Najbardziej przemawia do mnie idea minimalizmu luksusowego (oczywiście dostosowanego do naszych możliwości finansowych) – tzn. otaczanie się małą ilością rzeczy bardzo dobrych gatunkowo. Najłatwiej zrealizować nasz minimalistyczny plan na poziomie ubrań i zabawek, gdyż sprzęt sportowy, elektroniczny, kuchenny, czy meble są zdecydowanie bardziej kosztowne.

Wyzwanie do bycia mini zdecydowanie łatwiej podjąć osobom które lubią porządek, nie lubią zakupów, nie lubią drobiazgów, nie lubią nowości i nie przywożą pamiątek z wakacji, oraz tym, którzy nie mają potrzeby posiadania, żeby zaspokoić własne lub czyjeś ambicje.

Moja filozofia na mniej

Zauważyłam, że przestrzeganie paru zasad zdecydowanie ułatwia wprowadzanie filozofii minimalizmu w życie:

O to one:

  1. Nie kupuję następujących rzeczy w ogóle:
  • pojemników, koszyków, szkatułek. Zauważyłam, że im więcej takich rzeczy jest u dzieci w pokoju, tym więcej szpargałów w nich trzymają.
  • doniczek, podstawek, świeczek, dekoracji – literek, wazonów, lampionów, poduszek
  • psich zabawek – jest ich i tak za dużo
  • sprzętów ogrodowych
  • pluszaków, przytulanek
  • lakierów do paznokci, tuszów do rzęs, podkładów, cieni, balsamów, żeli itp. w ilościach nieskończonych. Zaczęłam interesować się ekologicznymi, organicznymi poroduktami oraz dążę do wyeliminowania chemii gospodrczej z domu.
  • pamiątek z wakacji – w tym roku dzieci mogły kupić jeden magnes na lodówkę, z każdego miejsca w jakim były. Magnesy u mnie się przydają, bo mam dużą lodówkę i dużo rysunków :)
  • biżuterii – mam 3 bransoletki, 3 łańcuszki, 2 pary kolczyków na codzień i 2 pary pamiątkowe po babci.
  • tanich okularów przeciwsłonecznych bez filtru – mam 2 markowe pary, kupione okazyjnie w USA – jedne mają 8 lat, drugie 3 :)
  • gazet i magazynów
  1. Omijam szerokim łukiem sklepy z wyposażeniem domu i sprzętem AGD
  2. Nie chadzam i nie czekam na wyprzedaże, szukam w internecie konkretnych rzeczy, najlepiej przecenionych.
  3. Kupuję dzieciom zimowe buty w wyższej półki np. GEOX, Ecco, Pirmigi – wszystkie pary do tej pory sprzedałam na allegro i olx.
  4. To samo dotyczy odzieży wierzchniej i kombinezonów – wszystkie z membraną, bardzo dobre jakościowo.
  5. Nie czytam blogów lajfstylowych, serwisów dla kobiet, zaznaczyłam na fb opcję ukrywania postów od większości znajomych, żeby nie mieć “zaśmieconego” wall’a i nie tracić czasu na scrollowanie.
  6. Nie chodzę po drogeriach
  7. Na spacer z dziećmi przestałam brać telefon, ograniczam czas na social media!!!
  8. W Black Friday mam wyłączony komputer
  9. Nie zapisuję się do newsletterów i jeśli przychodzą maile ze sklepów internetowych od razu wyrzucam do kosza, szczególnie ze sklepów jeździeckich, bo niestety już parę razy skorzystałam z linku, czy kuponu zachęcajcego do zakupów.
  10. Co miesiąc robię porządki w szafkach u dzieci
  11. Co  miesiąc przeglądam rzeczy w garażu
  12. Co tydzień robię przegląd szuflady na tzw. „przydasię”. W domu jest tylko 1 taka szuflada! Nie mam misy/patery na klucze bo wiem, że lądowałoby tam wszystkie zużyte baterie i żarówki.
  13. Co pół roku robię przegląd apteczki i wyleczyłam się kupowania suplementów diety. Kupuję na bieżąco tylko wit. C i probiotyki.
  14. Co miesiąc robię segregację w sypkich produktach spożywczych – kasza, makaron, przyprawy
  15. Ubrania dla dzieci zasadniczo kupuję 2 razy w roku – wiosną i przed rozpoczęciem roku szkolnego, ew. jesienią, uprzednio robię listę rzeczy potrzebnych dla każdego.
  16. Co pół roku wymieniam skarpetki i ew. bieliznę.
  17. Po tonie prania do składania ograniczyłam każdemu liczbę skarpet i majtek do 10 sztuk (nie licząc moich jeździeckich 2 pary letnie i 2 pary zimowe)
  18. Swoją garderobę sprawdzam po sezonie letnim i zimowym i ewentulanie pozbywam się rzeczy lub uzupełniam o nowe.